RSS
 

Wyprowadzam się…

04 lut

Ponieważ nie podoba mi się teraz ten blog, stwierdziłam że się przeniosę gdzie indziej. Zapraszam na:


http://redwolfka.blogspot.com/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowy blog

30 gru

Nowy, jak stary. Czyli zgodnie z sugestią na stronie głównej zmieniłam format na nowy i nie będę się wyrażać. Stary był o niebo lepszy. Brak tu możliwości zmiany czcionki. Nie można umieszczać filmów z YuoTube. Porażka!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wesołych Świąt wszystkim!

24 gru

watch?v=NL4D1PcgZd4&feature=player_embedded

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wyprawy 2011 c.d.

07 gru
  • Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie – już kolejny raz i 3 dla Piotrusia

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii G.O.H. WOLCZEN

 

Halloween … czy Dziady?

29 paź
  Nie będę znów rozpisywać się o tym, podaję więc link do postu z 2009 r. na temat Dziadów.
Wszak Halloween to zwyczaj celtycki, a my jesteśmy Słowianami i święćmy słowiańskie święta – skoro już tak bardzo chcemy bawić się w pogańskie zwyczaje.
Karaboszki - maski symbolizujące duchy zmarłych

Karaboszki – maski symbolizujące duchy zmarłych

 

Drukuj

Poleć znajomemu
Za Rodzimy Kościół Polski   
 

Dziady to święto szczególne – w ten magiczny czas, gdy świat
żywych i martwych dzieli szczególnie cienka granica, staramy się
zapewnić duchom przodków strawę i napitek, a przede wszystkim ciepło
ognisk. Co więcej, podczas tej wyjątkowej nocy, to właśnie żywi oddać
mogą największą przysługę zagubionym duszom – wskazać drogę do Nawii.
Przypomina nam to jedno z ważniejszych przesłań naszej rodzimej wiary –
nie tylko duchy mogą oddać przysługę żywym ale i żywi duchom… Dzięki
temu, że jedni i drudzy istnieją w wiecznym, nieskończonym i
nieograniczonym Świętowicie…

Kult zmarłych istniał zawsze,
wiara w życie pośmiertne jest rówieśnicą ludzkości. To więcej niż wiara,
to przeświadczenie, wrodzony instynkt. Święto Zmarłych czyli dzień
poświecony ich pamięci obchodzony był przez ludy Słowiańskie kilka razy w
roku, przy czym najważniejsze przypadało pierwotnie w okresie
kwietniowym.

Kościół Katolicki został zmuszony zaakceptować
(zresztą nie po raz pierwszy próbując zaanektować to, czego do końca nie
był wstanie “wykorzenić”) święto jesienne, ustalając je na konkretny
dzień – 2 listopada. Cześć i pamięć dla zmarłych była bowiem szczególną
cechą Słowian i ich rodzimych zwyczajów.

Szczątki dawnych świąt
przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość
powszechnie jeszcze w latach 30-tych specjalne rodzaje pieczywa, które
rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji
zmarłych), a pierwotnie przeznaczone były dla dusz. Podobno były takie
okolice w kraju gdzie przywożono całe wozy chleba, który rozdzielano za
dusze konkretnych zmarłych. “Był zwyczaj, że w Dzień Zaduszny gospodarze
przywozili na wozie kilkadziesiąt bochenków chleba żytniego i pszennego
podłużnych, i takowy chleb na cmentarzu kościelnym rozdawali ubogim z
warunkiem, aby ciż ubodzy odmawiali pacierze za dusze wskazanych im po
nazwisku lub imieniu zmarłych, do czego wzywali ich mówiąc np. za duszę
Andrzeja cieśli z potomstwem; za duszę Jana i Teofili; za duszę Idziego i
Idziny; za duszę Barnaby i jego baby; za duszę Margośki; za dusze puste
(tj. opuszczone, zapomniane, które nie mają nikogo, co by się za niemi
upomniał)”. W umocnienia się pozycji KRK lud wiejski wierzył, że w noc
poprzedzającą Dzień Zaduszny powstaje w kościele wielka jasność i
wszystkie duszyczki modlą się przed wielkim ołtarzem. Chwila ta nastaje o
samej północy, po czym każda dusza przybywa do swej rodziny w domowe
progi.

Na równi ze światem antycznym nasi przodkowie wierzyli, że
pewna część zmarłych zazdrości żywym pozostawania na ziemi. Usiłowano
ich przekupywać darami składanymi do grobu. Daremne to były zabiegi!
Świat duchów wkraczał w świat żywych na każdym kroku. "Dziady" zajmowały
najświetniejszy kąt izby, chowały się w blacie stołu, domagając się dla
siebie szacunku. Stąd też uderzenie pięścią w stół było uważane za
rzecz gorszącą, ale w razie zagrożenia gospodarz stukał palcem w spód
stołu, budząc w ten sposób czujność "dziadów" i prosząc je o ochronę
przed nieszczęściami.

Jeszcze w XIX wieku, zwłaszcza na
wschodnich krańcach Polski, na pograniczu litewskim i białoruskim, dość
powszechnie odprawiane były obrzędy ku czci zmarłych, zwane "Dziadami".
Uroczystość sięga czasów pogańskich i nazywała się kiedyś
przypuszczalnie ucztą Kozła, w której przewodził Koźlarz, Guślarz poeta
oraz kapłan. Wyobraźnia ludowa w tym dniu tak dalece ożywiała zmarłych,
że stawiano na grobach nie tylko pieczywo, ale i kaszę, miód, jajka.
Często urządzano na grobach ucztę, w której brali udział krewni
zmarłego. Resztki potraw pozostawiano żebrakom. Drugim obok “karmienia
dusz” akcentem tego święta było palenie ogni. Początkowo zapalano
ogniska na rozstajnych drogach, aby wskazywały kierunek wędrującym
duszom. Przy tych stosach zziębnięte dusze mogły się też ogrzać. Od
XVI/XVII w. ogniska te zaczęto palić na cmentarzach – stąd dzisiejsze
świeczki i znicze na mogiłach.

W innych regionach “Dziady”
odwiedzające swe rodzinne domy ugaszczano gorącym, parującym posiłkiem
przy czym nie mogło przy stole zabraknąć miejsca dla żadnego z przodków.
Gdy owa uczta odbywała się w domu, po powrocie z cmentarza; wieczorem
gospodarz trzykrotnie obchodził chatę niosąc przed sobą bochenek chleba,
a usadowiona w oknie gospodyni wypowiadała rytualne słowa:
- Kto idzie?
- Sam Bóg – odpowiadał gospodarz.
- Co niesie?
- Boski dar.

Po
tych formułkach gospodarz wchodził do izby, wraz z domownikami odmawiał
modlitwę i wszyscy zasiadali do stołu. Bywało, że podczas wieczerzy
łyżka spadła pod stół. Zgromadzeni przy posiłku patrzyli wówczas na
siebie z lękiem, ale i porozumiewawczo, wiedząc, że to “święci porwali
łyżkę z rąk, nie trzeba jej podnosić. Niechaj oni jedzą, skoro są
głodni”. A jeśli ktoś niewtajemniczony sięgał ręką pod blat, to powinien
był na miejsce łyżki położyć kawałek chleba. Przed udaniem się na
spoczynek rodzina raz jeszcze klękała do modlitwy w świętym kącie izby.
Po raz ostatni tego dnia odmawiano modlitwy za zmarłych przodków.
Gospodynie zamiatały izby, słały białe ręczniki albo obrusy na stołach i
kładły chleb, sól i nóż, aby zmarli odwiedzający w tę noc chałupę nie
odeszli głodni.

Kościół katolicki starał się wykorzenić te
zwyczaje, ale w efekcie świętowano Dziady potajemnie w domach
opuszczonych niedaleko cmentarzy. Zastawiano w nich uczty z różnego
rodzaju dań, trunków, owoców i wywoływano dusze zmarłych, rzucając za
każdym imieniem nieco jadła w ogień. Cel był tak poważny i święty, iż
obrzędy te przemawiały bardzo głęboko do ludzkiej wyobraźni. Wierzono,
że zmarli zwołani przychodzą, że posilają się jak niegdyś. Ta jedna,
jedyna noc pozwala duchom stać się podobnymi do żywych. Zostawiano więc
na noc otwarte furtki, uchylone drzwi do domu, aby duchy mogły bez
najmniejszych przeszkód przekroczyć progi swych dawnych domostw.

Bibliografia:
Halina Godecka
Ewa Ferenc-Szydełkowa

 

Linki

29 paź
Mitologia słowiańska - www.fronsac.pl

[slowianie.republika.pl]
 
 

Wyprawy 2011

19 paź

Sezon się skończył, czas pokazać gdzie w tym roku byliśmy :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii G.O.H. WOLCZEN

 

Muzyka, którą lubię…

19 paź
Nowy teledysk Percival Schuttenbach – wujek Mikołaj z dziewczynami dają czadu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne aktywności

 

Zerwijmy łańcuchy

03 paź

Choć już po tegorocznym happeningu, jednak ta sprawa nie skończy się dopóki pieski będą na łańcuchach!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne aktywności

 

Proporzec

02 kwi

Etapy pracy:

projekt


rysunek na płótnie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii G.O.H. WOLCZEN

 
 

  • RSS